Kolejny dzień spędzony na obozie w Villi Forsycje nad jeziorem Domaniowskim przyniósł nam nowe wyzwania. Poprzedniego dnia mieliśmy wizytację połączonych sił przedstawicieli Kuratorium Oświaty, sanepidu i policji. Kontrola nie była uciążliwa, a wyjeżdżając państwo zostawili nam informację o konkursie filmowym, w którym możemy wziąć udział.

Film
„Filmowy Przewodnik” to konkurs polegający na nakręceniu krótkiego filmu o bezpieczeństwie nad wodą.

Wspólnymi siłami napisaliśmy scenariusz, podzieliliśmy role i wyruszyliśmy nad jezioro żeby nakręcić film. Nie mieliśmy na to zbyt dużo czasu, ponieważ samo podjęcie decyzji trochę trwało, a potem trzeba było zaczekać na wenę twórczą, aby można było wymyślić i napisać scenariusz filmu. Kiedy już wszystko było gotowe okazało się, że do obiadu została zaledwie godzina. Ujęcia kręciliśmy z dwóch kamer (to znaczy – telefonów).

To był filmowy debiut naszych młodych aktorów, a mimo to wystarczyło zaledwie pięć powtórek. Piątą powtórkę zagraliśmy bezbłędnie. Całe szczęście, gdyż jak się okazało, po jej nakręceniu padła bateria w jednej kamerze (to znaczy w telefonie). Na obiad spóźniliśmy się zaledwie pół godziny.
Poszukiwanie tradycji – część 2.
Masło.

Po obiedzie czekała na nas kolejna atrakcja, a właściwie wyzwanie. Mieliśmy spróbować zrobić własnoręcznie masło. W ogrodzie, na stole stała już okazała drewniana maselnica oraz śmietana. Śmietana została wlana do maselnicy i mogliśmy rozpocząć ubijanie.

Już po kwadransie wyjęliśmy z maselnicy prawdziwe masło, a to co zostało na dnie, czyli maślankę – od razu wypiliśmy. Mogliśmy też spróbować masła. Smakowało zdecydowanie lepiej niż to, które jemy na co dzień.


Pranie.
Kiedy już całą dostępną śmietanę przerobiliśmy na masło, okazało się, że trzeba uprać ściereczki i serwetki, które się pobrudziły podczas produkcji masła i degustacji maślanki. Na podwórku stała akurat pralka – taka, jakiej używało się dawno temu, przed wynalezieniem smartfonów – pralka „Frania”. Musieliśmy tylko nalać do niej wody z pobliskiego stawu.

Podczas noszenia wody okazało się, że jedno z wiader jest mocno podziurawione i nie cała woda jest donoszona do pralki. Jednak po kilku kursach od stawu do pralki nasza „Frania” została napełniona i mogliśmy w końcu uprać pobrudzone serwety.

Niestety – wkrótce się przekonaliśmy, że pralka „Frania” nie działa, prawdopodobnie z racji swojego wieku. Na szczęście w pobliskiej komórce znaleźliśmy dawno nie używane urządzenia, na których prały nasze prababcie. Po krótkim instruktarzu serwety zostały uprane do czysta na tarze.

.